czyli to co w kubełek pamięci zmieciono ze stołu życia
Blog > Komentarze do wpisu

NIEUDANA RANDKA

 
  

Po przyjeździe do Szczecina moja mama wraz ze swą siostrą Hanią mieszkały u swojej zamężnej już siostry, Ireny. Właściwie to nigdy nie mówiło sie o niej Irena, lecz Ira. Mieszkanie kątem u siostry nie mogło byc docelowym rozwiązaniem. Wkrótce obydwie wyprowadziły sie do innego lokum. Dwupokojowe mieszkanie na parterze odrapanej oficyny przy ulicy Parkowej. Tam po latach miałem się urodzić.

Mieszkanie to nie miało żadnych wygód w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Ciemne, bo była to najdalsza oficyna, której najniższe kondygnacje przesłaniały częściowo jakieś komórki. Woda była oczywiście tylko zimna. W zlewie w kuchni, bo o łazience można było tylko pomarzyć. Potrzeby załatwiało się w ubikacji na półpiętrze, wspólnej dla kilku mieszkań malutkiej kliteczce, w której ledwo mieściła się muszla ze spłuczką. Ogrzewanie zapewniały usytuowane w pokojach piece kaflowe. Codziennym rytuałem było więc przynoszenie z piwnicy węgla i poranne rozpalanie. W kuchni pieca nie było. Pamietam więc poranne „liściaste” ornamenty pokrywające za sprawą morozu szyby kuchennego okna. Ciepło w kuchni zapewniała tak zwana „koza”, czyli metalowy piecyk ustawiany tam na zimę. Koza zawsze mnie intrygowała. Lubiłem przy niej siedzieć i dorzucać czegoś, tak jak dorzucca się drew do ogniska.

Ja jednak pojawiłem się znacznie później. Wcześniej mama poznała mojego tatę. Nie wiem, nie dopytałem się, jak randki wyglądały w tamtych czasach. Nadszedł jednak taki moment, kiedy w końcu chłopak zostaje zaproszony do domu dziewczyny. I ta wizyta została utrwalona w rodzinnych anegdotach.

Oczywiście nic nie dzieje się przypadkiem i dziewczyna zazwyczaj doskonale wie, kiedy taka wizyta może nastąpić. Jest wiec już odpowiednio przygotowana. Tak też było i tym razem. Zreszta umówili sie na poprzedniej randce, ze następnym razem jej chłopak przyjdzie prosto do jej mieszkania. Było więc wysprzątane, przygotowany jakiś poczęstunek i cała oprawa jak to w takich sytuacjach bywa. Siostra wyszła do kina czy gdzies na spacer, żeby nie przeszkadzać. I w końcu zjawia się on. Elegancki, z kwiatami...

Wszystko toczyło sie pięknie, aż nagle mama zauważyła, ze jej narzeczony zaczyna sie robic jakiś nieswój. Niby rozmawia, lecz myslami jest jakby gdzie indziej. Widać, ze coś go gnębi albo niepokoi. W końcu mówi, że musi juz iść, nie ma czasu i takie tam różne dyrdymały. Żegna się i wychodzi.

Mama została zdumiona sama. Wraca siostra, a w domu płacz i grobowa atmosfera. Randka nieudana. Obie przez cały wieczór analizują co sie mogło stać. Co go uraziło? Dlaczego wyszedł tak szybko? Rozmaitych możliwości wiele. Od najczarniejszych po zupełnie błahe. Co?

Nie trafiły z żadną z nich.

Wyjaśniło się to niedlugo później, bo do następnych randek doszło, dzieki czemu młodzi się wkrótce pobrali, a po kilku następnych latach dane było mi za ich sprawą przyjść na świat.

Tatę po prostu nagle przycisnęło by wyjść za potrzebą. A, że był bardzo zestressowany pierwszą wizytą u sowjej dziewczyny, wydawało mu się bardzo niestosowne by w tak pięknych okolicznościach prosić o klucz do przybytku na półpiętrze. W końcu przyszedł tam z kwiatami szeptać miłe słówka, patrzeć głęboko w oczy, pewnie całować się, a nie za przeproszeniem.... oddawać stolec!

Nie, zdecydowanie lepiej było przerwać mile zapowiadającą się randkę i próbować nietakt naprawić potem, niż skandalem zepsuć wszystko na początku nieodwracalnie. Szczęsliwie nietakt udało się naprawić, bo przykro by mi było, gdyby ominęło mnie to życie z powodu zwykłej kupy.

Gdynia, 15.01.2008; 23:45

 

wtorek, 15 stycznia 2008, searover

Polecane wpisy

  • STASIEK

    Stanisław był jedynym synem mich dziadków. Pozostał dla mnie tjemniczą, nieznanąpostacią, która pojawiała się jedynie we wspomnieniach mojej mamy i jej sióstr.

  • KLECZKOWO W CZASACH OKUPACJI

    Po długim milczeniu, wynikającym nie tyle z braku temtaów co czasu napisanie, powracam z planem napisania kilku odcinków na temat Kleczkowa. Internet wciąż mnie

  • SYRENKA

    To był pierwszy samochód na naszym podwórku. Wcześniej jeden z sąsiadów miał motocykl. Całymi popołudniami coś przy nim grzebał rozkładając dookoła mnóstwo prze