czyli to co w kubełek pamięci zmieciono ze stołu życia
Blog > Komentarze do wpisu

UPADEK KRÓLEWCA

 

Częściowo pozatapiane magazyny w porcie, chaos, narastająca kanonada artylerii..Już nawet nie artylerii. Artyleria grunt przygotowała. To regularne walki twarzą w twarz gdzieś w pobliżu. Nikt już nikogo nie pilnował. Więźniowie, przymusowi robotnicy zostali pozostawieni sami sobie. Każdy teraz szukał miejsca by przeżyć przejście frontu. Nie dać się zabić w tych ostatnich chwilach niemieckiej okupacji.

Cała, wywieziona na roboty do Prus Wschodnich rodzina mojej mamy ostatnie dni przed wkroczeniem Rosjan spędziła w Królewcu. Po bombardowaniu miasta, kiedy walki frontowe były przesuwały się coraz bliżej jego granic, zostali pozostawieni sami sobie. Obóz, w którym ich przetrzymywano przestał istnieć. Ukryli się w piwnicy.

W ciasnych i dusznych pomieszczeniach oprócz nich schronienia szukało mnóstwo innych ludzi. Przemieszane narodowości. Cywile czekali na przetoczenie się nawałnicy. W oczach niemieckich strach i przerażenie, ale tez i spokojne, zrezygnowane  oczekiwanie na rozwój wypadków.  W polskich nadzieja na upragnioną wolność. Ale wśród Polaków też już znane były frontowe obyczaje Czerwonoarmistów. Co prawda gwałcili tylko Niemki, ale kto mógł wiedzieć jak to będzie na pewno? A bo to będą pytać o narodowość. Mama była wtedy kilkuletnią dziewczynką. Jej nieco starsza siostra miała niecałe dwanaście lat. Kolejna z sióstr już jednak czternaście. Babcia na siłę opatulała ją w jakieś szmaty, byle tylko jej świeża kobiecość nie zwróciła uwagi sołdatów. Młodziutka dziewczyna złościła się. Uważała, że babcia niepotrzebnie panikuje.

Razem z cywilami w piwnicy, choć oddzielnie, nieco z boku rozlokowali się niemieccy żołnierze. Chyba mieli bronić tych domów, ulic, lecz woli walki nie było już żadnej.

Któryś z żołnierzy, młody mężczyzna dyskretnie nawiązał kontakt z cywilami. Ktoś dał mu cywilne ciuchy. Skrył się kawałek dalej i niezauważony przez kolegów zamienił ubranie. Mundur wylądował w jakiejś dziurze. On oddalił się w najdalszy kąt piwnicy. Nie nacieszył się. Niedługo potem milczący cywile patrzyli jak jego dawni koledzy prowadzili go z powrotem. Dezertera. Na podwórze. Strzał. Nie gdzieś daleko. Tu, tuż obok. Nie było wątpliwości. Co za bezsensowna smierć. Po chwili wrócili. Bez dezertera.

Oczekiwanie oczekiwaniem, a fizjologia rządzi się swoimi prawami.

- Mamo, chcę siku. – powiedziała w końcu do babci moja mama.

- Teraz? – syknęła z wyrzutem babcia.

Miejsce do załatwiania potrzeb  było w drugim końcu piwnicy. Żeby tam się dostać, trzeba było przejść przez leżących pokotem w półśnie niemieckich żołnierzy.

- Gdzie chcesz iść? Pozabijają nas!

Mama czekała, czekała, lecz w końcu nie wytrzymała. Ruszyła przez pwinicę.

- Gdzie!? – syknęła babcia, ale ona już wchodziła między niemieckich żołnierzy. Wróciła po kilku minutach. Cukierki, kawałki czekolady ledwie mieściły się w jej małych dłoniach. Okazało się, że wrogowie tez miewają ludzkie uczucia.

Tymczasem kanonada strzałów i wybuchów zbliżała się coraz bardziej. W piwnicy zapadła pełna napięcia cisza. Nikt sie nie odzywał. Wśród huków eksplozji dawało się usłyszeć coraz wyraźniejsze rosyjskie słowa.

Nagle drzwi wejściowe do piwnicy otworzyły się z łomotem od jakiegoś kopniaka.

- Wychodit’ job Twoju mać!!! – ryknął wpadający żołnierz, a za nim grupa następnych. Potworny wrzask, tupot nóg. Oni w takim samyt stressie jak i ci stłoczeni w piwnicy. – Rozpizdit was za...!

- Nicht schiessen! Nicht schiessen! – Niemcy na wyciągaja w góre ręce tak jakby chcieli dosięgnąć pierwszego pietra.

- My Poliaki! – drą się tymczasem ludzie z drugiej strony piwnicy.

Huki wystrzałów zagłuszone przez przekrzykujących się w rozmaitych językach żołnierzy i cywilów.

- Sołdatow niet? – pyta się ktoś cywili, a kilku innych Rosjan wpada w tłum i sprawdza każdy zakamarek.

Kobiety kula się ze strachu. Tymczasem niemieccy żołnierze poszturchiwani karabinami, wśród steków wyzwisk, z podniesionymi rekami truchtem puszczają piwnicę. Kończy się przeszukanie. Wybiegają Rosjanie. Ktos z ostatnich krzykiem nakazuje

- Nie wychodit’!!!

Po tych wrzaskach  wydaje się, ze teraz w piwnicy następuje głucha cisza. Krzyki Rosjan, podobnie jak strzały oddalają się, przenoszą do nastepnych budynków.

Cywile siedzą w milczeniu. Czekają na nadejście tych z drugiej linii. Piekło się przetoczyło. Zostali wyzwoleni.

Gdynia, 31.01.2008; 01:05 LT

czwartek, 31 stycznia 2008, searover

Polecane wpisy

  • STASIEK

    Stanisław był jedynym synem mich dziadków. Pozostał dla mnie tjemniczą, nieznanąpostacią, która pojawiała się jedynie we wspomnieniach mojej mamy i jej sióstr.

  • KLECZKOWO W CZASACH OKUPACJI

    Po długim milczeniu, wynikającym nie tyle z braku temtaów co czasu napisanie, powracam z planem napisania kilku odcinków na temat Kleczkowa. Internet wciąż mnie

  • SYRENKA

    To był pierwszy samochód na naszym podwórku. Wcześniej jeden z sąsiadów miał motocykl. Całymi popołudniami coś przy nim grzebał rozkładając dookoła mnóstwo prze