czyli to co w kubełek pamięci zmieciono ze stołu życia
Blog > Komentarze do wpisu

NA ZŁOŚĆ

    

Na złość mamie odmrożę sobie uszy. To znane powiedzenie odzwierciedla dość swoiscie pojętą logikę niektórych dziecięcych zachowań.

Jak to w dawnych wielodzietnych i ubogich rodzinach bywało, dzieci dość wczesnie zostawały wprowadzane w rozmaite obowiązki. Starsze nierzadko pomagały przy pracy, młodsze opiekowały sie najmłodszym rodzeństwem i zajmowały się różnymi, codziennymi  pracami domowymi. Tak było i w rodzinnym domu mojej mamy. Trzy najmłodsze siostry zostawały same. Janka, najstarsza z nich i najpoważniejsza (nie z racji wieku lecz charakteru) pilonowała porządku. Młodsze, Jadzia i Hania to były urwisy, którym tylko psoty zaprzatały głowę. A już szczególnie celowała w tym Hania.  To ona wpadła na pomysł by skosztować wyniesionych po Bożym Narodzeniu figurek z bożonarodzeniowej szopki. Figurki, kupione na jarmarku w Łomży wykonane były z ciasta. Wyglądały ładnie i może nawet apetycznie, lecz twarde ciasto nie nadawało sie do jedzenia. Hania jednak przekonać się o tym musiała dopiero po solidnym nadgryzieniu kilku elemntów szopki.

Innym razem sostrzyczki nasmiewały się wieczorem ze swojego taty. Szkraby sypiały we trójkę w wielkim łóżku pod równie ogromną pierzyną. Wieczorami musiały siedzieć w tym łóżku cicho, by nie przeszkadzać tacie w czytaniu książek. Dziadek uwielbiał ksiązki, ale ojcowie w owych czasach byli znacznie bardziej surowi niz dziś. Dziewczynki jeśli nie zachowywały się grzecznie, dostawały burę. Dzieci jednak  pamiętają ja na ogół tylko do czasu następnej psoty. W łóżku miejsce przy ścianie zajmowała Janka. W środku sypiała Jadzia, a Hania zajmowała miejsce od zewnątrz. Tego dnia dziadek w przerwie lektury, gdy zajął się czyms innym, zaczął... śpiewać. Pewnie nie był zbyt dobrym solistą (gdyby był, byc może odziedziczyłbym po nim choć odrobinę talentu i sam nie miałbym tyle kłopotów z zanuceniem czegokolwiek), skoro siostrzyczki zaczęły po cichu go przedrzeźniać i smiać sie po cichu. Ponoć szczególnie rozbawaiło ich zawodzenie dziadka w jakiejś szczególnie wysokiej tonacji. Kiedy więc znów zaczął refren z wysokiego tonu, Hania nagle na cały głos zawyła równie wysoko

- Uuuuuuuuuuuuuu!

Trwało to ułamek chwili. Dziadek przestał w mgnieniu oka i odwrócił się w stronę łóżka. Wiedział, ze to Hani sprawka. Zanim jednak ruszył w ich kierunku dziewczynki ze śmiechem i z piskiem przerazenia zarazem naciągnęły kołdrę na swoje głowy. Zrobił się rejwach, pod kołdrą zakotłowało się od wierzgajacych i piszczących dzieciaków, Dziadka rozsierdziło to chyba jeszcze bardziej. Hania, cwaniaczka, pod kołdrą wepchnęła się między siostry, na zewnątrz wypychając Jadzię. W tym momencie dziadek dopadł łóżka i uchylił kołdrę na tyle, by odkryła  wystającą małą pupę i wymierzył kilka solidnych klapsów.

Rozległ się teraz płacz karconego dziecka. Dziadek odkrył kołdrę całkiem.

- Jadziu to ty?

Jadzia, skarcona niesłusznie zaczęła płakać jeszcze głośniej, absolutnie niewspółmiernie do otrzymanych razów. Jej krzyk i interwencja babci (czyli jej mamy) uratowały Przed wymierzeniem sprawiedliwości Hanię.

Hani zawasze się jakos udawało. Do spółki z Jadzią często też uprzykrzały życie starszej siostrze, która musiała być poważna także z racji obowiązków. Psociły często specjalnie, aby zrobic jej na złość.

Pewengo razu Janka znów czegoś im zabroniła. Hania rozejrzała sie po chacie.

- Jak mi nie pozwolisz to.... - zastanawiała sie co by tu wymysleć - ... to siądę gołym tyłkiem na kuchni!

Kuchnia to był typowy wiejski piec z metalową płyta i fajerkami, na których stawiało się saganki. W środku ogień buzował aż miło. Płyta rozgrzana że hej! Fajerki prawie czerwone.

- Nie zrobisz tego. – powiedziała spokojnie Janka. Nie mogła pokazać, ze da się zaszantazować siostrze. W dodatku w taki głupi sposób.

- A właśnie, że zrobię. A mama jak wróci, to ci wleje, ze nas nie upilnowałaś!

- Nie zrobisz! – powtórzyła stanowczo Janka.

Mierzyły się wzrokiem. Która silniejsza? Cwana, rozbrykana Hania, czy spokojna i potulna Janka?

Nagle hop i Hania siedzi na fajerkach! W tej samej sekundzie dziki wrzask i odbiła się stamtąd jak z katapulty. Płacz i krzyk. Na pupie niczym stempel odciśnięte slady fajerek. Jadzia biegiem rusza po mamę. Były z powrotem juz po kilku minutach.

Hania przeliczyła się podwójnie. Nie dość, ze nacierpiała się potwornie w chwili spełnionego szantażu, to na dodatek kilka razów dostała nie Janka, że nie upilnowała, ale właśnie ona za ów głupi wybryk.

A na dodatek przez najbliższe kilka tygodni miała kłopot z siadaniem.

 

Sopot, 05.02.2008; 19:50 LT

wtorek, 05 lutego 2008, searover

Polecane wpisy

  • STASIEK

    Stanisław był jedynym synem mich dziadków. Pozostał dla mnie tjemniczą, nieznanąpostacią, która pojawiała się jedynie we wspomnieniach mojej mamy i jej sióstr.

  • KLECZKOWO W CZASACH OKUPACJI

    Po długim milczeniu, wynikającym nie tyle z braku temtaów co czasu napisanie, powracam z planem napisania kilku odcinków na temat Kleczkowa. Internet wciąż mnie

  • SYRENKA

    To był pierwszy samochód na naszym podwórku. Wcześniej jeden z sąsiadów miał motocykl. Całymi popołudniami coś przy nim grzebał rozkładając dookoła mnóstwo prze

Komentarze
2008/02/05 23:12:27
Ale się uśmiałam z tych fajerek odciśniętych na pupie!!!
Pozdrawiam serdecznie!