czyli to co w kubełek pamięci zmieciono ze stołu życia
Blog > Komentarze do wpisu

STASIEK

Stanisław był jedynym synem mich dziadków.  Pozostał dla mnie tjemniczą, nieznaną postacią, która pojawiała się jedynie we wspomnieniach mojej mamy i jej sióstr. Czas zapewne wygładza przykre wspomnienia. Na ogół dłużej pamiętamy te dobre chwile. Również we wspomnieniach o Staśku dominowało ciepło. Mogłem wniskować, że był dobrym bratem, który często pomagał siostrom, zwłaszcza młodszym.

Nie pamiętam, w którym roku się urodził, ale podczas wojny musiał mieć już kilkanaście lat, bliżej dwudziestu.

Jak wielu rówieśników został zabrany na roboty do Niemiec.

Opowieści rodzinne mówią o uciekinierach z takich transportów i, że Stasiek otrzymywał takie wiadomości od swoich rodziców (aczkolwiek trudno mi sobie wyobrazić pisanie o takich sprawach w listach, które przecież z dużym prawdopodobieństwem mogły być czytane przez Niemców). Ponoć był to jednak dyskretny nacisk na niego by poszedł w ślady odważniejszych kolegów.

I Stasiek uciekł.

Wróćił do Kleczkowa, lecz jasne było, że nie może tu mieszkać normalnie. Ucieczka to tylko niewielki fragment planu, jaki należy przygotować. Podstawowy problem brzmi: co potem? Stasiek prawdopodobnie takiego planu nie miał. Pojawiał się w domu na krótko. Zaopatrywany był wtedy w żywność i najpotrzebniejsze rzeczy, a potem zaraz znikał. Jego siostry były zbyt małe by być wtajemniczone w to, co robił i gdzie przebywał.

Wiadomość o jego ucieczce policyjnymi kanałami dotarła do Kleczkowa i prawdopodobnie w ramach represji za ów czyn cała rodzina została wysłana na roboty do Prus Wschodnich. Dostali kilkanaście godzin na spakowanie się i następnego dnia rano zostali przez wyznaczonego gospodarza odwiezieni do transportu na stację.

Nigdy więcej nie zobaczyli Staśka.

Jedyne co wiadomo na jego temat to, że pozbawiony wsparcia rodziny wkrótce wpadł w ręce policji. Został wysłany do obozu koncentracyjnego w Gross Rosen.

Nie jestem pewien, ale chyba rodzina przez jakis czas pisywała do niego i prawdopodobnie przychodziły też jakieś wiadomości od niego. Potem przestały.

Po wojnie szukano go przez PCK ale bezskutecznie. Pradopodobnie zginął w obozie koncentracyjnym, ale w spisach więźniów Gross Rosen również go nie odnaleziono. Być może dla zatarcia śladów posługiwał się innym nazwiskiem?

 

Jiangyin, 10.04.2010; 12:50 LT

sobota, 10 kwietnia 2010, searover

Polecane wpisy

  • SYRENKA

    To był pierwszy samochód na naszym podwórku. Wcześniej jeden z sąsiadów miał motocykl. Całymi popołudniami coś przy nim grzebał rozkładając dookoła mnóstwo prze

  • ŚWIERSZCZYK

    Niełatwo znaleźć trudniejsza nazwę do wymówienia dla dzieci. No, ale dla małych dzieci to był Miś, a Świerszcyk był dla takich, którym już raczej mama nie musi

  • LODY PINGWINY

    Ciekawe czy dziecięce, pierwsze doświadczenia deformują pamięć tak, by rozmaite wspomnienia miały ów szczególny posmak, do którego w dorosłym życiu dążymy, najc

  • Remigiusz Ryziński "Dziwniejsza historia"

    Jakiś czas temu pisałam tu pochlebnie o pierwszej książce Remigiusza Ryzińskiego "Foucault w Warszawie" , o której mówiło się dużo i bardzo dobrze. Nic zatem dz

  • Paweł Pieniążek "Wojna, która nas zmieniła"

    Bywa, że książki, po które sięgam, wzajemnie się uzupełniają. Tak jest i w tym przypadku. Kiedy tylko skończyłam czytać znakomity "Internat" Serhija Żadana, prz

Komentarze
olena.s
2011/05/09 09:32:11
Ładnie pisane i dobry pomysł na okruchy.
Ale ja co do meritum: w pewnej wydanej kilkanaście lat po wojnie książce autorka wspomina o masowym pisaniu "kodami" listów. Często pojawiała się wiadomość, że np. "ciocia Genia jest chora i nie doczeka wiosny" (Germania osłabnie i szlag ją trafi za parę miesięcy). Autorka wspomina, że znudzony cenzor dopisał w jednym z takich listów "Ciocia Genia jest zdrowa i dobrze was za mordę trzyma".
Pozdrawiam
-
mjones2233
2013/01/06 00:48:52
Zaglądałeś na stronę Straty.pl?
www.straty.pl/index.php/szukaj-w-bazie